Już mam pełną informację!
Wigilia hufca odbędzie się w PSP2 - 21.12.2013 o godzinie 15 :)
Poniżej macie tekst jasełek :)
Do nauki - i powodzenia!
AKT I
NARRATOR:
Nadeszły święta,
Bóg na świat przyszedł,
Zbawienia łaski dał
nam obficie...
Miłość Mu do nas
stąpić kazała,
Więc się raduje
dziś ziemia cała.
My zaś, jak polski
obyczaj każe,
Jasełka chcemy
nieść Jemu w darze,
I ofiarować Bożemu
Dziecku,
Którego zabić
chciano zdradziecko,
Uciekać musiał...
historia znana
Dzieciom już nawet
opowiadana...
My ją ... inaczej
troszkę powiemy,
I troszkę też
pofantazjujemy...
Lecz takie prawa są
przedstawienia,
Że się niektóre
fakty... hmm... ciut zmienia,
A może właśnie tak
się zdarzyło?
Któż z nas na pewno
wie, jak to było?...
Wiec akt nam
pierwszy niebo odsłania,
Wszyscy czekają
wcielenia Pana.
Oto jest zacny
Michał Archanioł,
Sprawdza, czy
wszystko przygotowane...
ARCHANIOŁ MICHAŁ:
- Wszystko, się
zdaje, jest wykonane,
Wszystko powinno
pójść zgodnie z planem.
Żłóbek zrobiony,
stajnia sprawdzona,
Zwierzęta czyste,
ściółka zmieniona,
Cóż... - to nie
hotel, ale Syn Boży,
Będzie miał chociaż
gdzie się położyć...
Jezus ma dzisiaj
już się narodzić,
By plemię ludzkie z
grzechu wyzwolić...
Wszystko jest chyba
zaplanowane,
Już niemal wieczór,
więc, zgodnie z planem,
Wnet aniołowie
zbudzą pasterzy,
Niech z nich już
każdy do szopki bieży,
Oddadzą pokłon, i
niech wracając,
Innym o Bogu
opowiadają,
Tak się rozniesie
wieść wśród narodu,
Innym powiedzą
Króle ze wschodu,
Gwiazda ich
wiedzie, idą Królowie,
Wszystko to Pan Bóg
wymyślił sobie,
By ludzie Syna Jego
poznali,
No, a przez wiarę,
by się zbawiali...
Plan znają tylko
anioły same,
To tajemnica, przed
Bogiem Panem
Każdy dochować
przysiągł ją wiecznie,
Tu nikt nie
zdradzi, wiec... jest bezpiecznie...
No, czas wciąż
płynie, i zaraz trzeba,
Ruszać już w teren,
ku chwale nieba!
Godzina „zero” –
Bóg przyjmie ciało...,
Hej, Gabrielu, czy
coś się stało?!!
ARCH. GABRIEL:
- Zdrada, Michale,
Straszna, zaciekła!!!
Mamy wśród siebie
agenta piekła.
Wywiad przechwycił
jego meldunki,
Ten drań miał z
piekłem jakieś stosunki!!!
Szybko od razu go
zlustrowałem,
I strasznych rzeczy
się dowiedziałem,
To tajny agent jest
LUCYFERA!!!
ARCH. MICHAŁ:
A niech go weźmie
jasna cho... ojej, to straszne!!!
Jak to możliwe, ze
nieba anioł,
Mógł się okazać aż
takim draniem?!
ARCH. GAB.:
- To nie jest
anioł, on jest w przebraniu,
Ja bym go radził
poddać badaniu!
Nie wiemy, ile
przekazać zdołał...
ARCH. MICHAŁ.:
- Dzwonię do
Szefa... Bądź Jego wola!...
Boże i Panie,... tu
problem mamy,
Chyba godzinę
„zero” wstrzymamy...
Mamy u siebie
piekła agenta,
Mógł wszystko
zdradzić... tak... tak...
Rozumiem, Panie,
Twa wola Święta!...
Zaraz ci powiem,
sprawa jest prosta,
Lecz karę musi
diabeł tu dostać!
DIABEŁ:
- Hej, jaką karę?!
A ekstradycja?
Do piekła?!... taka
szpiegów tradycja...
ARCH. MICHAŁ:
- O nie tak łatwo,
o nie, kolego,
Chciałbyś do
piekła, ale nic z tego,
Nie wiemy, ile już
diabły znają,
Może nie
wszystko... niech cię szukają...
I tak cię znajdą...
ale za karę
Poznasz człowieka
los doskonale...
Wiec diable, teraz
ciało dostaniesz,
Człowiekiem z krwi
i kości zostaniesz!...
ARCH. GABRIEL:
- Na ziemie jazda!
Z nieba wynocha!!!...
No ruchy, ruchy...
(diabeł się opiera, wiec ostatecznie daje mu kopa, ten wylatuje)
Pomogłem trochę...-
Mówże, Michale, co Bóg zarządził?
ARCH. MICH.:
- Pan ostatecznie
sprawę przesądził!,
I Jego Miłość
dłużej nie czeka,
Chce zbawić
ludzkość, nie będzie zwlekał.
W godzinie „zero”,
nic się nie zmieni...
Jezus się zrodzi
dzisiaj na ziemi...
ARCH. GABRIEL:
- Tak też myślałem,
lecz czujność trzeba,
Zwiększyć nam,
bracie...patrole z nieba
Natychmiast zdwoić,
albo potroić,
Zasadzką może
piekło nam kroić...
Ruszajmy, bracie!
Porzućmy trwogę!
Jezus zwycięży!
Jest przecież Bogiem!...
NARRATOR:
W tym samym czasie,
u Lucyfera
Również się rada
diabelska zbiera...
DIABEŁ ROKITA:
- Hej, Lucyferze,
nieszczęście mamy,
Nasz agent w niebie
został złapany!
I jest człowiekiem!
anielskie plemię,
Strąciło stamtąd go
wprost na ziemię!
LUCYFER:
- Wiec go odkryli!
Kawał imbecyla!
A wystarczyłaby
jeszcze chwila!
Znałem już plany, o
co w nich chodzi...!!!
Lecz teraz kiedy,
gdzie Bóg się zrodzi?...!!!
Na pewno wszystko
szybko zmienili!
Czas, miejsce,
wszystko zabezpieczyli!
Tak dać się złapać!
I w taka chwilę!
Czemu mi służą
diabły – imbecyle!!!
D. R.:
- Mogli to zrobić,
lecz, Lucyferze,
Że wszystko
zmienią, ja w to nie wierze!
Bóg pragnie
przecież zbawić człowieka,
Nie będzie znowu
długo z tym zwlekał...
LUC:
- Może i dobrze,
Rokito, mówisz,
Bóg rzeczywiście
tak kocha ludzi...
Byle wierzyli,
pragnie ich zbawić...
Czekaj ty!!!
Czekaj!, wiem, jak zaradzić!!!
Pomysł w prostocie
swojej genialny!
Dla ludzi skutek
będzie fatalny!
Powiedz, Rokito, -
co ludziom trzeba,
Aby się dostać
tam... tfu!... do nieba?
D.R.:
- Trzeba im wierzyć
w Bożego Syna...
LUC:
- I to jest szansa
nasza jedyna!
Bo jak, Rokito, oni
uwierzą,
Skoro się o Nim
dziś nie dowiedzą?!!
D.R.:
- Lecz jak to
zrobić, o Lucyferze?
LUC:
- pomysł banalny,
odpowiem szczerze...
Tych, co go mają
dzisiaj zobaczyć,
Trzeba nam tylko
skrycie... wytracić!...
Wiec zabijemy w
nocy pasterzy,
A z królów 3 tez
nikt nie dobieży...
I po kłopocie...
spokój i cisza,
I nikt o Bogu nie
będzie słyszał!...
A gdy dorośnie –
nikt nie uwierzy!
Nie będzie
świadków, króli, pasterzy...
D.R.:
- No, no,
Szefuńciu, plan twój genialny
I wręcz na pewno
jest wykonalny!!!
LUC.:
- A więc, Rokito,
radość mi sprawisz,
gdy z pasterzami
sam się zabawisz...
A zaś trzech królów
los taki czeka...
- skoro agenta mamy
człowieka,
Zrobimy go tam po
prostu królem,
Będzie miał władzę,
wojsko, w ogóle...
Troszczyć się
będzie, by w jego kraju,
Złym ludziom żyło
się niczym (hehe), w raju
Nazwiemy go tym...
no... Herodem!
Imię jest głupie...
lecz wzbudza trwogę...
Niech on się zajmie
tymi królami,
A ja go wesprę
swymi radami...
No, czas już
działać, lecę więc ja już,
Ty strój pastuszka
na siebie załóż,
I idź tam do nich,
do tych pasterzy,
Ich dobre serce we
wszystko wierzy...
D.R.:
- Powiem, żem
zgubił się, a noc ciemna,
Zimna i głodna, i
nieprzyjemna,
Więc do ogniska
wnet mnie przygarną...
Potem zaś będą
gryźć ziemię czarną!...
Perspektywa ta mnie
podnieca!
Ale zabawa! –
diabelska heca!!!
LUC:
- Ja zaś
przekupstwem i łapówkami,
Wnet się dogadam z
politykami,
Heroda jeszcze dziś
na tron wsadzę!!!
Sam stanę w
cieniu... jako „grupa trzymająca władzę”, hehe (odchodzą)
AKT II
NARRATOR:
Akt już następny –
oto pasterze
W dobroci serca we
wszystko wierzą...
Dali się podejść
kłamstwom Rokity,
Posiłek dali mu
więc obfity,
I pozwolili mu
przenocować...
A ten ich przecież
chce zamordować!!!
MACIEK:
- A cóż to, Kubo,
co, spać nie możesz?
KUBA:
- A takie czasy,
pożal się Boże,
Gdzie mnie do
spania, Maćku mój drogi...
Myślę, czy biedny
ja, czy ubogi...
Nic my nie mamy,
prócz nędznej chatki,
A rząd nam każe
płacić podatki...
Pieniędzy nie masz?
– to do więzienia!...
Boś nie zapłacił
„od wzbogacenia”...
A mówią jeszcze, ze
będzie nowy
Podatek, co zwą go
„dochodowy”...
Jakie „dochody”,
mój Boże Drogi...
Wszak my „do chodu”
mamy 2 nogi...
MACIEK:
- On tak nazywa się
„dochodowy”,
Bo to dla rządu
jest zysk gotowy...
Za co se kupią nowe
rydwany,
Herod i senat, i
inne pany?
Ty się nie
przejmuj, jakoś to będzie,
Najwyżej będziem
jedli żołędzie...
Chatę się sprzeda,
bydło wytraci...
Jakoś podatek ten
się zapłaci...
Ech... życie...
(coś popijają z kubka...)
KUBA:
Nawet mi nie mów,
ze sprzedam trzodę...
Wolałbym chyba
urżnąć swa nogę!...
Dzisiaj zwierzęta
lepsze od ludzi...
Na przykład żubr...
nigdy się nie nudzi!!!
MACIEK (pokazujac
na Rokitę, ten udaje że śpi):
- a ten, to spanie
ma, Dobry Boże,
Ech, czemu każdy z
nas tak nie może...
Sen mi odleciał, w
gardle coś drapie
A ten tu chrapie
ciągle, i chrapie...
KUBA:
- Jakiś on dziwny,
Maćku, ci powiem,
Nie jest to chyba
zbyt dobry człowiek...
Nie wiem dlaczego,
diabli by wzięli,
Żeśmy go do nas na
noc przyjęli...
Jak na cię spojrzy
– aż człek drętwieje,
Na owcę krzyknie? –
prawie siwieje...
Najgorsze – z gęby
siarką mu capi...
Nie pomagają nawet
tic – taki...
MACIEK:
- może masz racje,
Kubo kochany,
Jutro na pewno z
nim pogadamy.
Niech nam o sobie
więcej opowie,
Lecz teraz spać
trza – bo sen, to zdrowie!
KUBA:
- może to sposób –
przespać złe czasy...
No, śpijmy Maćku,
jutro przez lasy
Długa i ciężka
czeka przeprawa,
Już prawie
północ... i zaraz wstawać...
Dobranoc, Maćku...
MACIEK:
- Kubo, dobranoc,
I jak to mówią...
cztery pchły na noc!...
(śpią, wstaje
diabeł)
D.R.:
Nie dożyjecie,
durnie, do rana,
Noc ta ostatnia
przez was przespana,
Pora już piekło mi
zawiadomić
Że wszystko z
planem... trzeba zadzwonić... (wyciąga komórkę)
Lucyfer prezent nam
zafundował,
Sieć komórkową w
piekle zmajstrował...
Jak tam z
zasięgiem?... no, proszę, proszę...
Napiszę – taniej –
SMS za 2 grosze...
(pisze)
OD-WA-LIŁ-EM
NIE-ZŁY POPIS... RO-KI-TA
Teraz coś dam wam,
bracia, na spanie
By wam nie w głowie
było wstawanie...
Mam tu magiczna
taką pałeczkę (wyjmuje bejsbola)
Czuję, ze pośpią
dłużej troszeczkę...
(bierze zamach,
nagle słyszy głos, zamiera z ręką w górze)
ARCHANIOŁ MICHAŁ:
- Hallo, pasterze,
wstawać wam trzeba!!! (dostrzega przebranego diabła)
Co ty wyprawiasz,
na wielkie nieba!!!
Chcesz skrzywdzić
braci swoich, pasterzy?!!!
Któż do Betlejem
wtedy pobieżny!...
Lecz ja cię bratku,
jakoś kojarzę...
Pamięć mam świetna,
pamiętam twarze...
Rączki więc w górę,
obróć się, spytam
Ktoś ty? –
popatrzmy- DIABEŁ ROKITA!!!
O wielkie nieba!!!
Alarm, koledzy!!!
Pośród pasterzy są
z piekła szpiedzy!!!
Mam tu Rokitę,
chciał skrzywdzić ludzi,
Aby się nie miał
żaden z nich zbudzić!...
ARCHANIOŁ GABRIEL:
Jestem, już bracie,
gdzie ten piekielnik,
Zaraz go skrzydłem
strzelę w patelnię!
Mów, kto cię
przysłał, co chciałeś zrobić?
Jakie żeś plany
umyślił sobie?
(budzą się Maciek i
Kuba... przerażeni...)
KUBA:
- Aaaaaa!!!... na
pomoc, Maciek, uciekaj!!!... UFO!!!
ARCH. GAB.:
- Chwila, Panowie,
Nie żadne UFO,
darujcie sobie!!!
ARCH. MICH.:
- Nie krzycz,
aniele, to dobrzy ludzie...
Spokojnie, bracia,
szedłem was zbudzić...
MACIEK:
- Ktoś ty?!!! I jak
to?!!! Co od nas chcecie?!!!
ARCH. MICH.:
- powiem, jak dać
mi w końcu zechcecie...
Jesteśmy dobre
anioły z nieba.
Szedłem was zbudzić
– tak było trzeba...
Bóg się narodził
dzisiaj w Betlejem,
By przynieść
ludziom miłość, nadzieję...
Szedłem tu do was,
by wieść przekazać,
Byście Go witać
pobiegli zaraz...
Lecz patrzę, a tu
ten oto diabeł,
Chciał tym was zabić,
więc całą sprawę
Przejęło zaraz
biuro anielskie...
Chcemy wyjaśnić
plany diabelskie...
KUBA:
- Ha, więc to
diabeł, zaraz wiedziałem,
Że coś z nim nie
tak, zło przeczuwałem!...
MACIEK:
- To myśmy do nas
cię przygarnęli,
A tyś nas za to po
łbach chciał zdzielić?... WSTYDŹ SIĘ!!!...
ARCH. GAB.:
- Ha, wszak to
diabeł!
Niejedno draństwo
zrobił, ma wprawę...(do diabła)
gadaj, kto nasłał
ciebie w tej dobie?!!!
Imię?!!!
Nazwisko?!!!...
D.R.:
- Nic wam nie
powiem!!!...
ARCH. MICH.:
- Nic nam nie
powiesz? A, to ciekawe,
Archanioł Gabriel w
tym to ma wprawę,
Że krąży w czasie
bez żadnej szkody...
Przynieś nam,
bracie, święconej wody...
Skocz kilka wieków,
kropidło przynieś,
Wnet pożałuje
diabeł za winę...
Szybko my z tobą
się rozprawimy...
Po prostu – zaraz
ciebie... ochrzcimy!!!
D.R.:
- NIE!!! BŁAGAM!!!
POWIEM!!! Wydam przyczynę...
Lecz mnie nie
czyńcie chrześcijaninem!!!...
Lucyfer kazał mi
ich tym zdzielić
Aby się ludzie nie
dowiedzieli,
Ze Chrystus na
świat przyszedł w Betlejem,
Aby nie mieli
ludzie nadziei!...
To przecież oni tę
wieść rozniosą...
W całej krainie
radość rozgłoszą...
I tak to przez nich
wiara rozkwitnie...
Miało ich nie
być... i problem zniknie...
ARCH. GAB.:
- Patrzcie, jak
zmyślił to, kawał drania,
Słuchaj, Rokita, koniec
kłamania!
D.R.:
- nie, ja nie
kłamię, także trzej króle
Też nie dojadą, i
nikt w ogóle...
Król Herod, inni...
piekła agenci...
Wszyscy w
przebraniach, z pozoru święci...
ARCH. GAB.:
- Słuchaj, Michale,
może nie kłamie,
Może naprawdę, to
tacy dranie!
D.R.:
- Prawdę ja
rzekłem, jak piekło kocham!...
Błagam, nie
chrzcijcie!...
ARCH. MICH.:
- Dobra, wynocha!...
I żebym więcej cię
już nie widział,
Albo cię ochrzczę
tu w znaku krzyża!!!
D.R.:
Dzięki, niebiescy
dobrzy panowie,
Nie, nie... Rokita
już spada sobie...
ARCH. GAB.:
- Po coś go
puścił?, zaraz doniesie,
Że wszystko wiemy...
ARCH. MICH.:
A co, mam
zgrzeszyć?!...
Lepiej niech
leci... ALERT! UWAGA!
Wszystkie
jednostki! Piekielna zdrada!
Ratujmy ludzi! Plan
„B” wykonać!
I dla 3 króli
przyznać ochronę!
Chronimy
wszystkich, co wieść o Bogu
Rozniosą później
pośród narodu...
ARCH. GAB.:
- A wy, pasterze,
już nie zwlekajcie,
Lecz budźcie innych
i pospieszajcie...
Idźcie się skłonić
Bożej Dziecinie,
Niech wiara w Niego
nigdy nie zginie!...
Musimy lecieć!...
KUBA:
- O, aniołowie,
Czekajcie jeszcze,
ty, Maćku, powiedz...
MACIEK:
- Uratowaliście
dziś nasze życie!
Wielkie wam dzięki,
jeśli życzycie,
Byśmy Dzieciątku
pokłon oddali,
Zbudzimy
wszystkich, będziem ruszali...
Tylko nam wskażcie,
gdzie ta nadzieja
Na świat nam
przyszła?...
ANIOŁOWIE (z oddali)
W stajni... W
Betlejem...
AKT III
NARRATOR:
Akt już następny,
straszne w ogóle,
Będą się działy
rzeczy, bo królem
Jest dawny diabeł –
zwą go Herodem...
On dziś – to
człowiek, na jego głowę
Włożył Lucyfer
koronę złotą...
Wiec w kraju
terror, moralne błoto,
Piekło panuje, zło
tryumf święci...
Tak to działają
tajni agenci!...
HEROD:
- Nuda w mym
państwie, nic się nie dzieje,
Cisza i spokój...
Tak, mam nadzieję,
Królować sobie lat
jeszcze wiele,
Kto się zbuntuje –
to w łeb go zdzielę.!...
Niezła to w sumie
dla mnie odmiana
Z diabła prostego,
ze sługi – w pana!...
Straszna to praca,
bycie agentem...
I jeszcze w
niebie!... pfuj!... wszyscy święci!!!
Może i dobrze, że
mnie odkryli,
Kumple pomogli,
królem zrobili...
Tylko człowiekiem
być – strasznie głupie...
Lecz... służę
piekłu – resztę mam w ... nosie!...
(wyciąga kartkę)
Proszę, od piekła
mam tu wytyczne,
Me obowiązki nie
takie liczne...
Muszę ja tylko złych
wciąż pilnować,
Uczciwych gnębić,
biednych rabować
Wpłynąć też na to,
by zabijano,
Nienarodzonych,
wieczorem rano
Antykoncepcję także
promować...
- pod hasłem
„wolność”... - spokojna głowa!
Dobro wyśmiewać i
poniewierać,
Niszczyć wartości,
grzech popierać,
Równouprawniać tez
wstrętne związki...
Oto są, w skrócie,
me obowiązki...
A, jeszcze jedna
jest tu klauzula,
Zabić 3 mędrców,
idących do króla...
Więc, jak widzicie,
mam lekkie życie!
Wyborów nie ma...
mnie nie zmienicie!...
Jakem ja Herod,
lubię być królem,
Lubię tez złoto...
władzę w ogóle...
Uwielbiam także być
wszystkich panem!
Jedno mnie unerwia!
– moi poddani!...
Gdybym mógł,
wszystkich bym dziś wytracił
Lecz na kim bym się
wtedy bogacił?...
Więc niech już żyją
– wszystko do czasu!...
Co tam?! – jak ja
nie lubię hałasów!...
Co tam się
dzieje?!, do mnie tu, straże!
- Ochrona moja –
wierni dresiarze!
- Co za hałasy?! Co
to ma znaczyć?!
OCHRONIARZ I:
- jakichś 3 typów
chce cię zobaczyć!
HEROD: - królu...!
OCHRONIARZ I:
Co?... królu?...
HER:
- masz do mnie
„królu” mówić, głupcze!
OCHR I:
- a , spoko,
spoko...
HER:
- spoko... co?!...
OCHR I:
- spoko, królu!...
HER:
- No!...
Byliście kiedyś z
dzień jeden w szkole?
Zresztą – nieważne
– ja durniów wolę!
A teraz, odejść mi
stąd, prostacy!
I... (wącha) ...
weźcie prysznic!
OCHR II:
- „I weźcie
prysznic?” – ty, co to znaczy?
OCHR I:
- Nie wiem, ja
nigdy w szkole nie byłem,
Bo pakowałem,
mięśnia ćwiczyłem!... (pokazuje mięśnia)(odchodzą)
HER:
- Zaraz no,
durnie!... coście gadali?
Jacyś trzej ludzie
na mnie czekali?
OCHR I:
- No, są tam,
stoją, ciągle czekają...
OCHR II:
- I takie śmieszne
czapeczki mają...
OOoo... Takie jak
twoja... królu...
HER:
- czapeczki?!...
TAKIE JAK JA?!
Na wielkie piekło,
to są korony!
To trzej królowie
jadą w te strony!
To ci, co piekło
każe ich zgładzić?
Zaraz się dowiem...
RUCHY!!! Wprowadzić!!!
OCHR II ( wprowadza
i zapowiada)
- Kacper, Baltazar,
Melchior – Królowie...
HER:
- O Boże, goście,
spieszę powitać,
Cieszę się, żeście
chcieli zawitać...
A cóż sprowadza w
me niskie progi?
KACPER:
- Bądź pozdrowiony,
Herodzie drogi...
Żeśmy ze wschodu tu
przyjechali,
Gwiazda nas wiodła,
lecz znikła, dalej
Jak mamy jechać nie
wiemy wcale...
MELCHIOR:
- Ty swoje państwo
znasz doskonale...
Do Króla Królów
pokaż nam drogę...
HEROD:
- Do Króla
Królów?... Tak, tak... pomogę!...
Co prawda, oprócz
siebie, nikogo
Takiego nie znam...
lecz służę drogą...
Dawać tu Mędrca!!!
(ochroniarze
wprowadzają mędrca i rzucają go przed Heroda)
Słuchaj no,
mędrcze, ci trzej królowie
Jadą ze wschodu,
wyobraź sobie,
Że znaleźć Króla
chcą nad Królami
Podobno jest tu
gdzieś między nami?
MĘDRZEC:
- Jak mówią Księgi
Święte, w Betlejem,
Na świat przybędzie
król, co nadzieję
Da ludziom w serca,
Pan nad panami’
Król, co ma rządzić
nad narodami...
HEROD:
- No dobrze,
dobrze, zamilcz już starcze,
Ja jestem Królem,
ja ci wystarczę...
Straże!, już wiemy,
co mamy wiedzieć,
Niech wróci mędrzec
do swojej wieży...
(do siebie)
Król nad królami? W
Betlejem?... Betlejem? cóż to znaczy?..
Wszak to wioseczka
mniejsza od Klepaczy...
(głośno)
A więc, Królowie,
wam do Betlejem
Ruszać potrzeba, i
mam nadzieję,
Że gdy już króla
tego znajdziecie,
Wracając, wszystko
mi opowiecie...
I ja też wtedy
pokłon mu złożę...
BALTAZAR:
- Dzięki, Herodzie,
i szczęść ci, Boże!!!... (wychodzą)
HEROD:
Wrrr...Szczęść
Boże, szczęść Boże (małpuje)
Ja wam
poszczęszczę, ja wam dam drogę!
Jam tylko Królem!
Zaraz pomogę!...
STRAŻ!
Słuchajcie, durnie,
iść za królami,
Zarżnąć ich, kiedy
będziecie sami!
Jak tylko wyjdą z
Jerozolimy...
Zrozumieliście,
wy... głupie syny?...
OCHR I:
- Wszystko, o
Królu!, zrobim to cicho...
OCHR II:
- mamy bejsbole,
nie będzie krzyku!...
HEROD:
- I gdzieś pochować
mi potem trupy!
A co znajdziecie,
to wasze łupy!
RUSZAĆ!
(zaciera ręce)
Lucyfer kazał zabić
tych króli,
Więc ja to robię...
(z rozrzewnieniem) on mnie przytuli,
I awansuje na
księcia piekła...
Ech... perspektywa
ta mnie urzekła...
AKT IV
NARRATOR:
Akt już następny,
oto trzej króle
Śmierć im trzem
grozi, lecz nic w ogóle
O tym nie wiedzą;
mężnie do przodu
Idą, by skłonić się
tylko Bogu!
KACPER:
- Bracie
Melchiorze, jak ci się zdaje,
Mnie dziwnym Herod
coś się wydaje...
MELCHIOR:
- Masz rację,
Kacprze, ja powiem nawet,
Że mu nie ufam
wcale a wcale...
BALTAZAR:
- Mordę ma jakąś
nie ludzką taką,
Nie ufam także jego
żołdakom...
Znam ja się – to są
legii kibole,
A ja od legii wszak
jagę wolę!...
KACPER:
- Ech, Baltazarze,
piłka ci w głowie...
Szukamy Króla –
przypomnij sobie...
BALTAZAR:
- No co ty,
Kacprze, dobrze pamiętam,
Odnaleźć Króla, dla
nas rzecz święta...
I choć Heroda
znieść ja nie mogę,
Przyznać mu trzeba
– pokazał drogę...
MELCHIOR:
- Tak, do
Betlejem... lecz ja nie wierzę,
Aby to zrobił
zupełnie szczerze
Władzę on kocha,
jest samotnikiem...
Nie będzie chciał
się nią dzielić z nikim...
KACPER:
- Racja,
Melchiorze!, O, wielkie nieba,
Ostrzec nam króla
tego potrzeba!
Herod go pewnie
chce zamordować
Nuże, panowie!...
spieszmy ratować!...
MELCHIOR:
- Co to za typy na
drogę wyszły?
BALTAZAR:
- Heroda zbiry,
fakt oczywisty...
OCHR I:
- Hej tam, Króliki,
koniec wycieczki,
Herod was kazał
zwolnić troszeczki...
OCHR II:
Bo wkurzyliście
szefa naszego...
Trzeba zapłacić za
to kolegom...
KACPER:
- Panowie chamstwo!
– zawsze tak macie,
Że ordynarnie bójkę
wszczynacie?
OCHR I:
- Dobra, kulturnie
zaczniem w cytacie...
Kurna, króliki,
stać! Ogień macie?!!!...
MELCHIOR:
- Nie mamy, synu,
petów palenie
Niszczy wszak
płuca, no i krążenie...
Ministra zdrowia
rada jest taka:
- nie pal, bo
umrzesz wcześnie na raka!
BALTAZAR:
- A co do bójki,
chcieliście sami
Więc się tam bawić
nie będziem z wami!...
My Króle wschodu –
karate znamy...
I w sumie bójki...
to my kochamy...
(atak, dresiarze
zwiewają, wrzeszcząc)
LUCYFER:
- Wszystko zepsuje
mi ta hołota,
Wkroczyć sam muszę,
Herod, niecnota,
Za swą niezdarność
gorzko zapłaci...
Czuję, ze rychło
posadę straci...
Rolę zabicia króli
dam sobie...
By świat nie
wiedział, gdzie jest Bóg – Człowiek...
(królowie wracają
zdyszani)
KACPER:
- Mości Królowie...
ale zmykali...
Ledwieśmy ich...
pod Niewodnicą dorwali...
MELCHIOR:
- Myślę, że lekcję
zapamiętają
Więcej niech królów
nie zaczepiają...
Wiesz, Baltazarze,
to powiem ci,
Wiem już, dlaczego
cię zwą Bruce Lee...
BALTAZAR:
- Dawne to czasy,
Melchiorze drogi,
Już nie te ręce i
nie te nogi...
Lecz... lata temu
sam w wojsku byłem...
Brygadą moherowych
beretów dowodziłem...
KACPER:
- Stójcie, Panowie,
znów coś tam stoi...
Lecz mi się zdaje,
że to nie człowiek!
O Boże, bracia, to
chyba diabeł...
MELCHIOR:
- Z nim już,
niestety, nie damy rady...
BALTAZAR:
- Mocy piekielnej
rady nie damy,
Lecz łatwo skóry
swej nie sprzedamy!...
LUCYFER:
- Wybiła, króle,
wasza godzina!
Już nie znajdziecie
wy Boga Syna!
I innym o nim też
nie powiecie
Dobra nowina się
nie rozniesie!
KACPER:
- Więc Pan nad
pany, Król nad królami,
To jest Syn Boga!
Chcesz skończyć z nami,
Aby na ziemi piekło
wygrało,
By ludzkie serce
Boga nie znało,
MELCHIOR:
- Tego się boisz!
Stąd twoja trwoga!
Wiedz... nasz
zabijesz, ale nie Boga!..
LUCYFER:
Boga nie mogę...
ale nie trzeba!
Nikt nie uwierzy,
więc nikt do nieba
Nie pójdzie; a w
piekle ja tam wciąż czekam sobie,
Wszystko już
wiecie... GIŃCIE, królowie!!!
(nagle sygnał
kawalerii amerykańskiej, wpadają anioły)
ARCH MICHAŁ:
- Stój Lucyferze,
to rozkaz Boży!
Nic im nie zrobisz,
choćbyś się srożył!
Dziś tu nie działa
twa moc szatańska!
Taka jest kara, i
wola Pańska!
ARCH. GAGR:
- Wszystko już
wiemy o twych knowaniach,
I twych
morderczych, strasznych złych planach!
Chciałeś dziś zabić
wszystkich, co mogą,
Wieść o Chrystusie
zanieść narodom...
Myślałeś, przez to
że wiara zginie...
Głupiś ty, głupiś,
o piekła synie!
ARCH MICH.:
- Lecz zawsze z
karą musi iść wina...
Wiec ci odbieram
moc twą, otrzymasz
Ją znowu wtedy, gdy
w piekło wrócisz...
Za pół godziny...
więc nie bądź głupi!
Radzę ci zwiewać,
bo trzej królowie
Myślę, że teraz...
hmm.... poradzą sobie...
(do Króli)
Drodzy Królowie,
jak już skończycie,
Szybko do żłóbka –
liczę – traficie...
LUCYFER:
- No co ty,
anioł... nie rób mi tego...
Chyba żartujesz...
no, bądź kolegą!...
Genewskie przecież
są wciąż konwencje...
Ja się poddaję, ja
jestem jeńcem...
ARCH GAB:
Nic nie
słyszymy!... (gwiżdże)
LUCYFER:
- Panowie Króle, ja
żartowałem,
BALTAZAR:
- My się na żartach
nie znamy wcale...
KACPER:
Kto mieczem walczy,
od miecza ginie...
Wielka jest mądrość
w starej maksymie...
LUCYFER (ucieka)
- Ratuuunku!!!
Biją!!!
AKT V
NARRATOR:
Akt już kolejny,
oto i szopka
W niej Józef,
Maria, Dziecina słodka,
Tu aniołowie wciąż
straż trzymają,
Tu ludzie Bogu
pokłon oddają...
ARCH. GABRIEL:
- Witajcie Bracia,
drodzy Królowie,
hmm...
poradziliście, widzę, sobie...
Nie chciałbym teraz
być w skórze drania,
No cóż, nieważne,
chodźcie do Pana..
KACPER:
- Choć to dziecina,
serce się trwoży,
Przecież, o bracia,
sam to Syn Boży!
Dary te nasze – dla
Niego błotem,
Wybacz, ze uczczę
Cię tylko złotem...(przyklęka)
MELCHIOR:
Panie nad pany, i
królów Królu,
Życie nie będzie
szczędzić ci bólu...
Więc przyjmij
mirrę, która ból koi...
Skoroś człowiekiem
dla nas się zrodził...
BALTAZAR:
- Przed Tobą,
Panie, jesteśmy mali,
Wypada, byśmy dary
składali,
Kadzidło wonią swą
nieba sięga,
Więc jest, o Boże,
jak Twa potęga...
JÓZEF:
- Dzięki wam,
dobrzy nasi Królowie
Żeście tu przyszli,
tak myślę sobie,
Że bez was krucho
byłoby z nami...
Wyście walczyli tam
z żołdakami,
Złego Heroda wyście
przejrzeli,
I nawet diabła
przegnać umieli!
MELCHIOR:
- Nic to nie warte,
nasze zasługi,
Lecz trza uciekać!,
Heroda sługi
Na pewno wszystko
mu powtórzyli,
Żeśmy ich plany tak
przechytrzyli...
I teraz Herod
będzie Go szukał
Aby Go zabić...
JÓZEF:
- Nie traćcie ducha!
Sam Pan Bóg
przecież czuwa nad nami,
Czekamy jeszcze, by
z pasterzami
Cały lud prosty
pokłon Mu złożył,
Jak to się stanie –
od razu w drogę!...
BALTAZAR:
- Ruszymy z wami,
aby Was chronić,
I jeśli trzeba –
zginać w obronie!
MARIA:
- Dzięki wam,
mężni, dobrzy królowie,
Zmęczeni bardzo...
Spocznijcie sobie
Jezus się do was
pięknie uśmiecha
I jest wam
wdzięczny, On tu was czekał...
ARCH MICHAŁ:
Są i pasterze –
wejdźcie – tu w żłobie,
Właśnie was czeka
Jezus – Bóg- Człowiek!
MACIEK:
- Witaj nam, witaj,
o obiecany,
Przez lat tysiące
ciągle czekany
Przyszedłeś do nas
– do ludu swego
Aby wyzwolić nas z
mocy złego...
KUBA:
- Weź nasze serca,
wszystko co mamy,
Dary mizerne Tobie
składamy...
Ot, ciepłe futro,
jajka i kaszę...
I trochę sera... to
dary nasze...
Ale ci jeszcze wraz
zaśpiewamy,
Bo Cię, o Jezu,
szczerze kochamy...
KOLĘDA
MARIA:
- Dzięki, Pasterze,
serc waszych dary,
Są Mu najmilsze,
cieszą bez miary,
On was ukochał, i
dla was z nieba
Zstąpił, więc
więcej nic Mu nie trzeba
Oprócz miłości
waszej i troski...
W niebie nagrodzi
wam to Syn Boski
Lecz że nam zaraz
trza ruszyć w drogę
By uratować Go
przed Herodem
Teraz mu cicho
jeszcze zagrajcie
Niech chwilkę
pośpi... słodko śpiewajcie...
AKT VI
NARRATOR:
Akt już ostatni –
dwór znów Heroda,
Że przegrał, nie
wie – wcale nie szkoda
Nam tego drania,
niech go szlak trafi,
Niechaj go zeżrą
piekła robaki...
HEROD:
- No, już po
sprawie, ...no i po bólu!
Można zapomnieć
tamtych trzech królów...
Lecz któż tam
jęczy, płacze tak szczerze?
Na wielkie piekła!
Moi żołnierze!...
OCHR I:
- Królu Herodzie,
tamci trzej króle
Nie chcieli
współpracować w ogóle!...
Mieliśmy zabić...
lecz się nie dali!...
Jeszcze nam zady
nasze skopali!...
OCHR II:
- Znali karate, jak
babcie kocham!
Że prawdę mówię... !
HEROD:
- Precz stad,
wynocha! Nieudacznicy!
Każę was w lochu
więzić, w ciemnicy!
Żywcem ze skóry
każę obdzierać!
Co teraz robić?
Jasna cholera!...
STAĆ! Wracać!
Trzeba plan „B” wprowadzić,
Jedźcie tam z rana,
by dzieci zabić!
Wszystkie do dwóch
lat niech stracą życie!
Wśród nich i Króla
tego zgładzicie...
OCHR I:
- Tak jest, o
królu, zaraz ruszamy
I z rana rozkaz
twój wykonamy! (wychodzą)
ŚMIERĆ:
- Coś ty narobił,
straszny potworze!
Rozkaz wyleje krwi
dzieci morze!
Piekło cię czeka, o
okrutniku!
Za to, żeś grzechów
zrobił bez liku!
Jam Anioł Śmierci,
straszna twa wina,
Teraz więc umrzesz,
to twa godzina!...
HEROD:
- Ja się nie boję,
ja diabłem byłem,
Lucyferowi dobrze
służyłem,
I gdy po śmierci
znów w piekle stanę,
Na pewno godność
księcia dostanę!
LUCYFER:
- Ty godność
księcia?!!! Ja cię, pierdoło,
Każę nadziewać
siarką i smołą!!!
Wszystko
schrzaniłeś, wszystko spaprałeś,
Cały misterny plan
zmarnowałeś!!!
W niebie się dałeś
złapać, jak dziecko,
Miałeś być królem,
rządzić zdradziecko,
Zabić trzech króli,
i co zrobiłeś?!
Ty nawet tego nie
potrafiłeś!
Mogłeś ich zabić
przecież tu skrycie!
A tak – ja ledwie
uszedłem z życiem!
HEROD: (na
kolanach, płacząc)
O, Panie, przebacz,
ja dobrze..., znaczy źle..., chciałem!
Lecz teraz zabić
dzieci kazałem!...
Rozkaz ten wojsko
spełni jak trzeba...
LUCYFER:
- Co z tego! Dzieci
pójdą do nieba,
A Józef z Marią
oraz Chrystusem
Uciekną zaraz i w
Egipt ruszą!...
Cały plan w
gruzach, Bóg zszedł na ziemię!
Wie o tym także i
ludzkie plemię!
Nic nie powstrzyma
Jego miłości!!!
Jak mnie to wkurza!
Jak mnie to złości!!!
Kogoś ukarać muszę
koniecznie!
Wszystko przez
ciebie... - ty za to bekniesz!
HEROD:
- Przecież ja
diabeł, o Lucyferze!...
LUCYFER:
- Weź mnie nie
wnerwiaj, mówię ci szczerze!
Teraz tyś człowiek,
więc kara czeka!...
Smażyć cię będziem,
tak jak człowieka!
Jak te minuty
strasznie się dłużą...
No, PÓŁ GODZINY!!!
UFF! Tnij go! (Herod próbuje uciekać)Tchórzu!...
(Herod pada,
Lucyfer go wlecze)
Zabieram duszę, do
piekła wracam,
Wszystko
przepadło... totalna klapa!
NARRATOR:
Taki to koniec
naszej powieści
Większość, to
fikcja, ale są treści,
Co prawdą samą!:
Bóg zszedł na ziemię,
By uratować Adama
plemię...
I przyszedł na
świat w dziecka postaci,
Aby nas zbawić; -
dla nas - swych braci...
Diabeł mu bardzo
chciał w tym przeszkodzić,
Ale nic z tego! Nie
mógł nic zrobić.
Wiec pamiętajmy...
Wierzyć nam trzeba,
I kochać Boga!
Wtedy do nieba
Na pewno wszyscy
się dostaniemy...
A za uwagę już
DZIĘKUJEMY!!!